czwartek, 16 kwietnia 2015

Wyjazdowe warsztaty "Zielenina na talerzu" i Republiką Bios Amigos w Beskidach - gotujemy zielono i wegańsko!

Z ogromną przyjemnością zapraszam na wyjazdowe, weekendowe warsztaty ze mną organizowane przez Republikę Bios Amigos - przed nami cudny weekend w otoczeniu pięknych widoków, do kompletu moje warsztaty, na których będziemy gotować na zielono i wegańsko :) A jako wisienka koncert zespołu The party is over, zapraszam serdecznie 22-24 maja, koszt 550zł, Kominkowy Spichlerz, Zembrzyce.

A tu kilka słów od organizatora z wydarzenia na fesjbuku:
REPUBLIKA BIOS AMIGOS to cykliczne, kulinarno-artystyczne eventy na łonie natury przebiegające w bezpretensjonalnej, wspólnotowej atmosferze.

Myślisz, że wegetarianie jedzą tylko sałatę? Chcesz urozmaicić swoją dietę o produkty roślinne, ale na dźwięk takich tajemniczych słów, jak jarmuż, topinambur i amarantus masz ochotę wycofać się rakiem? Marzy Ci się spędzenie produktywnego, a zarazem wyluzowanego weekendu w niezapomnianym miejscu, z którego wrócisz wypoczęty/a, a zarazem bogatszy/a o nową wiedzę, umiejętności i znajomości z pasjonatami pysznego, zdrowego jedzenia z całej Polski? W takim razie REPUBLIKA BIOS AMIGOS jest dla Ciebie!

Na nasze kulinarne wypady zapraszamy prowadzących, którzy o gotowaniu roślinnym wiedzą wszystko. Niektórych możecie znać z mediów lub blogów. O innych być może nie słyszeliście – wynajdujemy ich specjalnie dla Was, kierując się naszym sekretnym przepisem, którego składniki to: nieprzeciętna osobowość, kulinarna intuicja i, oczywiście, niezapomniany smak proponowanych potraw. Przyprawiamy wszystko takimi ważnymi dla nas elementami, jak sezonowość, lokalność i pozyskiwane produktów bezpośrednio od producentów. A na deser (kto obywa się bez deseru? Ręka do góry!) – wyselekcjonowane specjalnie dla Was jednorazowe artystyczne eventy – kameralne koncerty alternatywnych grup, przeglądy filmowe… i wiele innych niespodzianek!

Tym razem zagramy w zielone! Zapraszamy Cię na inspirujący, kulinarny wypad w góry z Magdą Cielengą-Wiaterek, autorką popularnego bloga Zielenina. Skoro zielenina, to musi być zielono! Ale jeśli myślisz, że zaserwujemy Ci samą sałatę z natką pietruszki to pozwól nam wyprowadzić Cię z błędu. Zielony groch, soczewica, szparagi, szpinak, por, młoda kapusta… Mnóstwo świeżych, sezonowych produktów, z których pod czujnym okiem prowadzącej przyrządzimy szereg zdrowych, sycących, a co najważniejsze, pysznych potraw. Łatwych do przyrządzania nawet dla tych, którzy o roślinnej kuchni nie mają zielonego pojęcia.

A przede wszystkim – przeżyjemy niezapomniany majowy weekend w zielonych Beskidach, w przyjaznym gronie kulinarnie zakręconych ludzi. Wymienimy się przepisami, radami, inspiracjami. Zawrzemy nowe znajomości. Miło i owocnie spędzimy razem czas. Jeszcze raz przekonamy się, że wspólne krojenie, szatkowanie, mieszanie, pieczenie, smażenie, duszenie, a potem pałaszowanie potraw nie tylko daje mnóstwo frajdy, ale jest także świetną okazją zawarcia nowych znajomości.

Ale to nie wszystko.

Po dniu pełnym kulinarnych przygód zapraszamy Cię na unikatowy występ grupy THE PARTY IS OVER. To nie będzie zwykły koncert. Przedstawiciele katowickiej sceny alternatywnej zagrają w sobotni wieczór specjalnie dla Ciebie i 12 innych uczestników warsztatów. Tylko dla Was. Bez żadnych dodatkowych opłat.

I jeszcze jeden bonus:

Warsztaty towarzyszą publikacji „Zielenina na talerzu” z autorskimi przepisami Magdy Cielengi-Wiaterek. Książka już niebawem trafi do księgarń w całej Polsce. Uczestnicy REPUBLIKI BIOS AMIGOS bedą mogli nie tylko przetestować opisane w niej potrawy pod okiem autorki, ale także nabyć na warsztatach tą wyjątkową publikację z 35-procentową bonifikatą.

Informacje dotyczące zapisów na warsztaty: http://biosamigos.pl/republika-bios-amigos-zaprasza-zielenina-na-talerzu-warsztaty-kuchni-roslinnej-z-magda-cielenga-wiaterek-w-beskidach-koncert-the-party-is-over-22-24-maja/

https://www.facebook.com/events/689772547814926/
 

Krem Fridge by Yde wędruje do...

Apetycznej babeczki, która naprawdę ujęła mnie swoim komentarzem, idealnie zgadza się z moją filozofią! :)
Gratuluję zwyciężczyni, a wszystkim dziękuję za wzięcie udziału w konkursie.
czekam na dane do wysyłki na zielenina_blog@o2.pl


poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Kosmetyki Fridge by Yde - ekstra krem do wygrania! :)

Dzisiaj trochę nietypowo jak na blog kulinarny, bo o kosmetykach. Odkąd pamiętam nie lubiłam mięsa, jedzenie go stało w sprzeczności z moją sympatią do zwierząt. Gdy tylko "poszłam na swoje" przestałam je jeść. Przede mną ciągle największy krok czyli weganizm, nie wiem czy w ogóle kiedyś go wykonam, ale przy okazji mojego wegetarianizmu staram się żyć etycznie także pod innymi względami oprócz jedzenia. Staram się używać ekologicznych środków do prania, oczywiście zasuwam na zakupy z własną tasią czy koszykiem ;-) kupuję i jem lokalnie, sezonowo, a także staram się ograniczyć opakowania do minimum. Oszczędzam wodę, segreguję śmieci, wszystkie te rzeczy, które pewnie wielu czytelnikom bloga są też bliskie i leżące na sercu.

http://www.fridge.pl/

Jeśli chodzi o kosmetyki od lat kupuję tylko takie, które nie były testowane na zwierzętach. Nie wyobrażam sobie, żeby coś co służy mojej, bądź co bądź przyjemności, i poprawianiu komfortu życia miało być okupione cierpieniem niewinnych istot- a proces testowania mógłby służyć jako wzór do nauki wytrawnym średniowiecznym mistrzom tortur. Teoretycznie obecnie prawo już tych testów zabrania, ale bywa z tym różnie z tego co czytałam.Warto też zwracać uwagę czy na kosmetykach jest informacja, że składniki nie były testowane i nie były pochodzenia zwierzęcego. Jest na rynku duży wybór firm, także polskich, które spełniają wymogi wegańskości, a na dodatek są ekologiczne. I to w różnym pułapie cenowym - każdy znajdzie coś dla siebie.

http://www.fridge.pl/nasza-plantacja

W związku z tym wszystkim nie wahałam się ani chwili, gdy napisała do mnie firma Fridge by Yde czy byłabym zainteresowana testowaniem ich kremów :) Ich kosmetyki są wegańskie, firma ma swoje laboratorium - oczywiście nie testują na zwierzętach, a na dodatek składniki pochodzą z ekologicznej plantacji. Więcej o plantacji, która mieści się przy XIII-wiecznym opactwie cysterskim możecie przeczytać tutaj - naprawdę warto, ta historia jest fascynująca! :) 

http://www.fridge.pl/nasza-plantacja

Aby kosmetyki najlepiej się wchłaniały - a dzieje się tak, gdy są świeże - mają krótką datę ważności - tylko 2.5 miesiąca i należy je przechowywać w lodówce. Wybrałam do testowania dwa: Strawberry bloom i serum bomb, bo lata pierwszej ;-) młodości mam za sobą, więc niestety, ale czas już inwestować w kremy przeciwzmarszczkowe. 

http://www.fridge.pl/sklep/jej-twarz/1-7-strawberry-bloom-30g

Kosmetyki przepięknie pachną, mają lekką, dobrze wchłaniającą się konsystencję, więc używanie ich to prawdziwa przyjemność :) Mam nadzieję, że efekty będą spektakularne ;-)

http://www.fridge.pl/sklep/jej-twarz/1-9-serum-bomb-30g


Twarzą marki jest Magdalena Beyer, która jest jednocześnie jej założycielką i właścicielką, prawdziwa osoba, która wiarygodnie reklamuje swoją firmę - poniżej fragment ciekawego wywiadu z nią, który ukazał się na stronie ekoistka.pl 

http://www.fridge.pl/o-marce



Ekoistka.pl: Przed Panią pojęcie „kosmetyki świeże” nie istniało na naszym rynku. I nagle pojawiła się nowa marka o dziwnej, niepolskiej nazwie fridge by Yde. Nawiązanie do lodówki (ang. fridge) w kontekście kosmetyków świeżych wydaje się jasne, ale co oznacza „Yde” – ideę, czyli pomysł?
Magdalena Beyer: Niektórzy tak to odczytują, ale moim zamysłem było polskie słowo „idę”, tyle że w ładniejszej formie graficznej. Słowo „idę” podobało mi się ze względu na swoją wartość i znaczenie, które niesie. W ten sposób powstał pomysł na markę-matkę, której fridge jest, można powiedzieć, pierwszym dzieckiem.
E:est Pani absolwentką gdańskiej ASP. Przez wiele lat była Pani zawodowo związana z branżą reklamową. Jak to się dzieje, że - pewnego dnia - młody pracoholik-reklamiarz, który spędza w firmie po kilkanaście godzin dziennie, a potem prowadzi intensywne życie towarzyskie, postanawia odejść z agencji i diametralnie zmienić swoje życie zawodowe, a podejrzewam, że przy okazji i prywatne?
M.B.: U mnie było odwrotnie – to życie prywatne spowodowało, że zmieniłam swoje życie zawodowe. Dość późno zdecydowałam się na dziecko. Wcześniej wciąż jakoś nie było na to czasu, bo trzeba było coś zdobyć, gdzieś wyjechać, coś załatwić. W ciąży pracowałam niemalże do ostatnich dni. Po porodzie pomyślałam sobie, że jeśli wrócę w ten wir intensywnej pracy, moje dziecko będzie rzadko miało okazję mnie oglądać. A tego nie chciałam. To było moment zastanawiania się co dalej. Wraz z mężem, który jest doświadczonym strategiem marketingowym i biznesowym oraz współwłaścicielem jednej z największych grup reklamowych w Polsce, doszliśmy do wniosku, że może – po latach pracy dla marek klientów – powinnam się zająć stworzeniem naszej własnej marki.
E: Dlaczego akurat branża kosmetyczna?
M.B.: W międzyczasie szukaliśmy miejsca na dom letni, a ponieważ jestem z Trójmiasta, w sposób naturalny ciągnęło mnie w tamte okolice. Kupiliśmy folwark pocysterski nad morzem, niedaleko Władysławowa. To miejsce z historią, która sięga 1290 roku. Przez wieki było tam gospodarstwo owocowo-warzywne i zielarskie. Nasi sąsiedzi, którzy prowadzą w tamtejszych okolicach gospodarstwo ekologiczne, namówili nas na to, by połączyć siły. Dokupiliśmy ziemię i zaczęliśmy na niej hodować dziką różę, która po łacinie nazywa się rosa rugosa. Od tego roku będziemy tłoczyć z niej olej. Dotychczas kupowaliśmy olej różany z plantacji ekologicznych, ale nikt nie robi oleju z tego gatunku róży, bo jest to bardzo trudne. Rosa rugosa ma wyjątkowo wysoką zawartość naturalnej witaminy C. Jest prawdziwą bombą witaminową i antyoksydantową. Hodujemy też chabry, których ekstrakt jest wykorzystywany do naszego kremu pod oczy, oraz malwę i pokrzywę. Rośliny zbierane są ręcznie i suszone tradycyjną metodą na specjalnych sitach. Uprawy są certyfikowane. Zaczęło się więc od tej plantacji. Kolejnym krokiem była wizyta na targach BioFach w Norymbergii. Chcieliśmy zobaczyć co się dzieje w branży kosmetyków naturalnych i ekologicznych. Moja konkluzja była taka, że wszystko jest zrobione „na jedno kopyto”. Podobny zapach, podobna konsystencja, podobne składy, podobne opakowania. Już wówczas byłam przekonana, że nic nie jest w stanie przebić natury. Że nawet najdroższe chemiczne kremy nie dadzą skórze tego, co dają naturalne składniki – oczywiście pod warunkiem, że je się odpowiednio dobierze i skomponuje. Pomyślałam wtedy, że może warto „zawalczyć” i stworzyć markę ekstremalną – maksymalnie naturalną, ekskluzywną jeśli chodzi o jakość składników i równie dopracowaną designersko. Marzyła mi się marka, która będzie w stanie konkurować z kosmetykami z najwyższej półki, a jednocześnie będzie od nich inna. I tak zaczęliśmy pracę nad kremami, a po pewnym czasie stało się jasne, że nazwiemy je „fridge”. Równolegle trwały prace nad designem – opakowań, lodówki do przechowywania kremów, bo nasze kremy mają trwałość 2,5 miesiąca i można je przechowywać w lodówce.
E: Jest Pani pomysłodawczynią marki, jak również autorką jej sfery wizualnej, począwszy od logo, poprzez opakowania, a skończywszy na koncepcji wystroju salonu i laboratorium. Kto wspiera Panią jeśli chodzi o receptury samych produktów?
M.B.: Zaczęliśmy od współpracy z Politechniką Łódzką. Pracują tam ludzie, którzy mają olbrzymie doświadczenie w kosmetyce i są bardzo życzliwi. Anna Nałęcz jest odpowiedzialna za nasze receptury. Choć muszę przyznać, że po tych kilku latach, też się już nieźle na tym znam. Nasze kremy nie były łatwe do zrecepturowania właśnie przez wymóg absolutnej naturalności. Pierwsze próbki kremów psuły się bardzo szybko i wszyscy doradzali: dodajcie odrobinę konserwantów. Czego oczywiście nie chcieliśmy zrobić i nie zrobiliśmy.
E: Co mają kosmetyki fridge by Yde, a czego nie mają inne kosmetyki naturalne czy ekologiczne dostępne w Polsce?
M.B.: Rynek dzieli się na kosmetyki konwencjonalne i naturalne. Do tych ostatnich zaliczają się kosmetyki ekologiczne. Z tym, że tych ekologicznych certyfikatów jest mnóstwo i tylko wtajemniczeni wiedzą np. co dopuszcza Ecocert. A dopuszcza pewien procent syntetyków, w tym też konserwantów. My nawet nie staramy się o Ecocert, bo surowością przekraczamy normy, które on wyznacza. Używamy wyłącznie składników naturalnych, najwyższej jakości. Jeśli używamy olejów, to tylko tych tłoczonych na zimno, z ekologicznych plantacji. Nie mamy alkoholu, który też jest konserwantem dopuszczalnym w kremach ekologicznych, a na skórę działa bardzo niekorzystnie. Jak przestałam używać kosmetyków konwencjonalnych, a zaczęłam stosować tylko własne kremy, skończyły się moje problemy ze skórą, którą mam bardzo delikatną, cienką i wrażliwą.
E: Chyba trudno jest w Polsce wybić się z niszowym konceptem kosmetyków świeżych, podczas gdy kobiety zamożne (a taką trzeba być, by móc pozwolić sobie na regularne stosowanie preparatów fridge) raczej sięgają po reklamowane w prasie kobiecej chemiczne preparaty szwajcarskich instytutów czy francuskich firm modowych. Z kolei entuzjastki kosmetyków naturalnych niekoniecznie stać na drogie kosmetyki. Kim są Pani klientki?
M.B.: Na pewno są to konsumentki świadome, na drodze poszukiwania czegoś innego. Są zmęczone markami na pokaz i tym, że chemia zawarta w kosmetykach konwencjonalnych, składa w reklamach niezwykle kuszące obietnice, a w praktyce nie niesie za sobą nic dobrego. To kobiety, które wiedzą też, że cudów nie ma. Że procesu starzenia się nie zatrzyma i że zmarszczki nie znikną. My ze swojej strony mówimy, że poprzez odpowiednią pielęgnację, skóra wzmacnia się z biegiem czasu. Że jeśli skóra będzie regularnie otrzymywać dużą porcję wartości odżywczych, nie ograniczanych żadnymi silikonami, będzie zdrowsza i mocniejsza, więc piękniejsza. Ale nie od razu. Mądre kobiety wiedzą, że nie ma czegoś takiego, jak natychmiastowe wygładzenie skóry. To silikon powoduje, że krem się świetnie rozprowadza i wydaje się fantastyczny, bo po jego nałożeniu skóra sprawia wrażenie gładkiej i promiennej. Tyle, że taki krem pełni tak naprawdę rolę makijażu. Oszukuje optycznie i daje zaledwie złudzenie gładkiej skóry. Mamy klientki, które po regularnym stosowaniu naszych kosmetyków mówią, że nie są w stanie wrócić do kosmetyków konwencjonalnych (...)

http://www.fridge.pl/10-powodow-by-pokochac-fridge

Dzięki uprzejmości marki Fridge by Yde mam dla Was w prezencie krem 1.0 silky mist - jak napisano o nim na stronie -  zawarty w kremie zimnotłoczony  olej ryżowy o nietłustej konsystencji dostarcza skórze cennych kwasów tłuszczowych min. oleinowego, linolowego i linolenowego. Kwasy te wzmacniają barierę naskórkową i zapobiegają ucieczce wody. W oleju zawarte są także przeciwutleniacze łagodnie zapobiegające powstawaniu zmarszczek, a także tokotrienol o właściwościach przeciwnowotworowych. Gamma - oryzanol stymuluje regeneracje skóry poprzez przyspieszenie podziałów komórkowych. Dzięki olejkowi eterycznemu z bergamoty silky mist orzeźwia słodkim cytrusowym zapachem. 
Krem rozlosuję wśród osób, które w komentarzu zostawą krótkie! uzasadnienie dlaczego warto używać kosmetyków wegańskich i ekologicznych. Na odpowiedzi czekam do środy 15 kwietnia do godz. 22.00, powodzenia!
http://www.fridge.pl/sklep/jej-twarz/1-0-silky-mist-30g







sobota, 11 kwietnia 2015

Stos magazynów Vege wędruje do....

Karoliny Kasprowicz! Dziękuję bardzo wszystkim chętnym, którzy wzięli udział w losowaniu, czekam na dane do wysyłki na zielenina_blog@o2.pl :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...